czyli o płotach w lesie cz. III
Moje poprzednie artykuły o płotach w lasach spowodowały trochę zamieszania.
Stały się one elementem wielu innych, zupełnie niezależnych i nieskoordynowanych inicjatyw różnych ludzi,
którzy poczuli się bezpośrednio zagrożeni narastającymi wyrębami lasów i na dodatek arogancją
leśników stwierdzających, że "nie musimy chronić przyrody" i nieraz zupełnie bezmyśnie to demonstrujących,
bo o wystudiowaną złośliwość tu raczej chyba nie chodziło.
Nastała jesień 2008. Wszyscy już chyba ustaliliśmy, że tu mieszkamy, żyjemy i pracujemy i czas spróbować się zrozumieć wzajemnie. Poznaliśmy się wzajemnie w rzeczywistości, porozmawialiśmy bez pośredników.
Łąka chroniąca ujęcia wody, którą w lutym leśnicy zamienili w bagno zazieleniła się, ale ślady kolein są ciągle widoczne. Ja mam nadzieję, że nie zobaczę takiego bagna drugi raz.
Już nikt nie próbował mi tłumaczyć, że płoty chronią buki.
Płoty mają chronić dęby.
No, właśnie, ale dlaczego dęby?
W naszych warunkach klimatycznych i przyrodniczych, las się zmienia, nawet, jeśli człowiek w tym nie macza
swoich pił motorowych i siekier. Stary las nieczęsto umiera śmiercią kompletnie naturalną, gdzie stare drzewa
się wywracają, a w to miejsce wkraczają nowe, ale tych samych gatunków. Często to nie są te same
gatunki. Zwykle jednak śmierć bywa
gwałtowniejsza, najczęściej to pożar, czasem jakiś wicher, który wszystko zmiecie. W czasach historycznych
często to byli ludzie, którzy las wyrąbali albo wypalili i... sobie poszli, zostawiając za sobą resztki palenisk.
Na takich miejscach pierwsze wyrastały drzewa światłolubne - pionierskie, jak brzozy, osiki, sosny, dęby.
One tworzyły las, który, rósł sobie, ale w jego cieniu coraz lepiej czuły się drzewa lubiące cień, jak świerki
czy buki. O ile pod sosnami dęby świetnie rosną, to pod świerkami nie rośnie już prawie nic, a pod bukami
dobrze się czują przede wszystkim buki.
Związane to jest też chyba ze zmianą składu chemicznego gleby, która ulega stopniowemu
zakwaszeniu. A jeśli doda się człowieka wycinającego w pierwszej kolejności dęby na budowę statków i
mebli, to mamy obraz całości...
Wszystko wskazuje na to, że taki proces zaszedł u nas. Z wprowadzonymi przez człowieka świerkami stopniowo rozprawiają się korniki, zostają buki, którym jest tu bardzo dobrze. Popularna dość sosna, pod bukami się nie odnawia - to widać. Sosny rosną tylko na odsłoniętych miejscach.
W zasadzie wychodzi na to, że kierunkiem naturalnej przemiany naszych lasów jest bukowa monokultura, na którą pewnie też przyszedłby jakiś kres, jak na każdą monokulturę. Raczej niekoniecznie pożar, ale wyobrażalne jest pojawienie się jakiejś "skutecznej" choroby.
Leśniczy opowiedział o tym, jak dziki potrafią wyjadać sadzonki dębów. Dziki bardzo lubią żołędzie. W poszukiwaniu żołędzi lub czegoś, co im pachnie żołędziem, te zwierzaki potrafią wyrwać świeżo zasadzone, nieukorzenione sadzonki dębów, zjeść korzenie, a gałęzie i liście zostawić. Znając przemyślność dzików, historia jest prawdopodobna, szczególnie, jeśli chodzi o zjedzenie wydelikaconych sadzonek ze szkółek.
Najbardziej irytujące płoty dookoła trzymetrowych młodników splątanych jeżynami w nieprzebytą dżunglę stopniowo znikają. To bardzo dobrze. Podobno będzie mniej funduszy na nowe płoty.
To znaczy, że
rzeczywiście trzeba przemyśleć alternatywne metody hodowli dębów. Na przykład, dlaczego ten dąb
na zdjęciu obok na tej ścieżce wyrósł i nie został zjedzony?
Ja się zabrałam ostro za czytanie wszystkiego, co mi wpadło o leśnictwie: instrukcje urządzania lasu, podręczniki o szkółkarstwie, o cięciach pielęgnacyjnych i wyrębach w lasach itd. Starałam się zrozumieć i nie odkrywać nowej Ameryki, jeśli już ją dawniej odkryto.
Potwierdza się w druku moja teoria o tym, że żołędzie muszą być zakopane, aby coś z nich wyrosło. Na dodatek nie powinny zaschnąć za mocno, bo nie wykiełkują. Czyli żołędzie leżące pod dębami, nawet, jeśli nie zostaną zjedzone przez dziki czy ptaki, mogą nie wykiełkować. To potwierdza moje spostrzeżenia z czerwca.
Czy są alternatywne do płotów metody ochrony zakopanych żołędzi przed dzikami? Nie wiem, ale może się dowiem i napiszę w kolejnym artykule o płotach w lesie, który prędzej czy później się tu pojawi.
W lesie pojawił się nowy płot. Jak go zobaczyłam, to byłam tak zdumiona, że nawet nie próbowałam się wściekać. Płot był postawiony dookoła starego lasu dębowo-bukowego. Na ziemi widać było obrośnięte opieńkami pniaki po ściętych poprzednio drzewach, trochę odrostów bukowych i niewiele poza tym. Zastanawiałam się, czy to aby nie jakieś poletko doświadczalne, czy co? Okazało się, że rzeczywiście próbuje się tam uzyskać młode dęby z żołędzi posadzonych natychmiast po zebraniu.
Logicznie biorąc, coś powinno tam wyrosnąć. Zobaczymy...