W Lasach Oliwskich obecność człowieka widać na każdym kroku. Dowodem są ślady po wyciętych i uszkodzonych drzewach, palonych ogniskach oraz gęsta sieć leśnych dróg, co rusz dewastowanych przez ciężki sprzęt transportowy. Poniszczone dukty najczęściej są naprawiane przy pomocy... śmieci. Do utworzonych przez samochody ponad pół metrowej głębokości kolein wsypuje się żużel, gruz, potłuczone kafelki, blachę, papę, eternit, folie plastikowe, styropian, stare wiadra, druty, kable; można zauważyć tam stare buty, słoiki, żarówki, butelki, np. po rozpuszczalniku, puszki po farbach itd. Lista tego wszelakiego "dobra" jest długa, choć przepisy wyraźnie mówią, że do naprawy dróg na obszarze parku krajobrazowego należy używać materiałów naturalnego pochodzenia, np. piasku, żwiru, kamieni, drewna itp.
Obszar lasu to także nielegalne składowisko śmieci bytowych. Porzuca się tu stare samochody, zniszczone meble, niesprawne telewizory, chłodziarki i inny sprzęt domowy. Kiedyś natrafiłem nawet na odpadki pochodzące z jakiegoś szpitala (?!), o czym świadczyły brudne bandaże i puste opakowania po kroplówkach oraz zużyte jednorazowe strzykawki.
Okres grzybobrania to inwazja miłośników piwa i mocniejszych trunków. Dla wielu z nich rytuałowi zbierania grzybów musi towarzyszyć nieodłączne sączenie płynu z "browarka" lub z "flachy". A puste opakowanie ląduje oczywiście w lesie, choć bez problemu mogłoby zostać wyniesione z tego środowiska. Ludzie ci nie mają świadomości, że porzucone przez nich butelki po alkoholu są pułapką dla niezwykle pożytecznych chrząszczy gnojarzy, należących do rodzaju Geotrupes. Każdy z tych pojemników staje się swoistą nekropolią dla kilkudziesięciu "zapitych na śmierć" owadów. Dwa lata temu obserwowałem chronionego prawem biegacza (Carabus sp.), ofiarę swoistej libacji. Zginął on w plastikowym opakowaniu po winopodobnym napoju z wisienką na etykietce, porzuconym przez drwala.
Wiosną rozochoceni panowie pozostawiają w lesie przeróżne dowody swojej namiętności... W szczególności są to wycięte na korze drzew symboliczne serca tudzież napisy w rodzaju: "Od tej chwili nasze serca biją jednym rytmem". W "tatuowaniu" drzew przewodzi mimo wszystko gospodarz lasu, który farbą oznacza okazy nasienne lub przeznaczone do usunięcia itp. Dzięki tym zabiegom, w lesie podobno panuje ład i porządek. Zdecydowanie wolę oglądać nieoszpecone drzewa (mogą być nawet krzywe i mocno sękate), a nie owe okazy upszczone numerami ewidencyjnymi itp.
Kilkanaście lat temu, wracając o zmierzchu Drogą Węglową, musiałem salwować się ucieczką, bowiem bezwiednie wkroczyłem na teren polowania, o czym świadczyły wystrzały z broni palnej. Okazało się, że w pobliżu znajdowała się myśliwska czatownia, z której strzelano do lisów. Aby je zwabić, wyłożono padlinę - i to w miejscu, które stanowi obszar pośredni ujęcia wody w Dolinie Radości. Niedawno w tej Dolinie pobudowano nowe myśliwskie ambony, co świadczy, że nie zaprzestano uprawiania procederu łowieckiego, i to na obszarze miasta(?!).
***
Czy po przeczytaniu powyższego tekstu czujecie Państwo niesmak? Bo ja tak. Dlatego wolę pisać nie o ludziach przebywających w lesie, lecz o tamtejszej dzikiej przyrodzie, o jej walorach estetycznych, o umiejętności przystosowania się roślin, grzybów i zwierząt do środowiska lasu. Natura Lasów Oliwskich jest wyjątkowa, o czym przekonywałem Państwa kilkakrotnie. Jakby nie patrzeć, współczesny człowiek stał się w lesie intruzem, szczególnie zaś osoby nie szanujące praw natury i wykazujące niski poziom osobistej kultury. Prawdziwą rzadkością są miłośnicy przyrody, którzy umieją wspaniale odpocząć od cywilizacji w otoczeniu zieleni drzew i śródleśnych łąk albo "zagubić się" w zimowej monotonnej bieli. W trakcie moich wycieczek po oliwskich ostępach takich niezwykłych ludzi też napotykałem. Żywię dla nich autentyczny podziw i szacunek.
(Borsuk)