Ze zdumieniem i z niesmakiem przeczytałem artykuł pt. "Miasto dofinansowuje ekskluzywną restaurację Dwór Oliwski", opublikowany 16 grudnia 2003 r. na łamach "Gazety Trójmiasto", będącej dodatkiem do gdańskiej edycji "Gazety Wyborczej". Już w trakcie czytania odniosłem dość jednoznaczne skojarzenie: podczas gdy we Wrzeszczu, Oruni, Nowym Porcie i w innych dzielnicach wiele domów straszy obdrapanymi tynkami, a stan nawierzchni ulic grozi wypadkiem drogowym itd., pieniądze podatnika przekazywane są na... luksusowe inwestycje dla wybrańców.
Pani red. Jaszowska z ekranu telewizora błaga o wszelką pomoc dla ludzi potrzebujących, chorych dzieci, a z przychodni odchodzą z kwitkiem bezradni ludzie, którym odmówiono badań tomokomputerowych z powodu nieprzekazania pieniędzy przez NFZ itd. - miasto lekką rączką daje z kasy 300 tys. złotych na budowę dojazdu do owego dworu. Sceny prosto z nocnego koszmaru!!!
Sam Dwór Oliwski jest kontrowersyjna inwestycją. Kilka lat temu, w trakcie budowy, grono niezależnych przyrodników protestowało przeciw dewastacji jego otoczenia. Dwór znajduje się w Dolinie Szwabego, położonej na granicy Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego (TPK); w tym miejscu miasto bezpośrednio przylega do TPK, bowiem nie utworzono tu strefy ochronnej - otuliny. Inwestor budowy, bez żadnych skrupułów zniszczył unikatowy łęg źródliskowy poprzez meliorację odwadniającą, wycięcie krzewów i zasypanie obszaru łęgu ziemią, w celu stworzenia parkingu dla przyszłych gości obiektu. Te brutalne działania doprowadziły m.in. do zniszczenia stanowiska rzadkiego i zagrożonego grzyba, znajdującego się na liście gatunków chronionych - czarki austriackiej Sarcoscypha austriaca. Dewastacja spowodowała wyeliminowanie z tego miejsca także kielisznika zaroślowego Calystegia sepium, gatunku ogólnie pospolitego, jednak w rejonie Doliny Szwabego i sąsiednich obiektów mającego tu jedyne stanowisko. Wskutek zakłócenia stosunków wodnych wiele drzew uschło. Na tym nie koniec - zaprezentowane latem 2002 roku plany budowy w rejonie Dworu Oliwskiego ogromnego ośrodka rekreacyjnego, zagrażają stanowisku stoplamka zaniedbanego Dactylorhiza praetermissa - jednego z najrzadszych polskich storczyków. Warto wspomnieć, że na sąsiednim obszarze, położonym w głębi Doliny Radości, w końcu lat 90. XX wieku dokonano poważnej dewastacji tamtejszych ekosystemów; m.in. bezpowrotnie zniszczono stanowisko rzadkiego storczyka - listery jajowatej Listera ovata, oraz wycięto szereg starodrzewów, stanowiących mikrobiotop rzadkich, chronionych organizmów, np. epifitycznych porostów i ksylobiontycznych grzybów wielkoowocnikowych. Dzięki nieugiętej postawie części przyrodników oraz gdańskich dziennikarzy z ówczesnej "Gazety Morskiej", ocalało stanowisko jednego z najrzadszych grzybów, soplówki jeżowatej Hericium erinaceum; gatunek jest znany w Polsce zaledwie z 11 stanowisk!!!
Wspomniana afera została wkrótce wyciszona, a sprawcy nie ponieśli żadnych konsekwencji. Zaś obrońcy doliny byli szykanowani: próbowano ich zastraszyć, ubliżano im, chciano zrobić z nich fałszywych świadków itp., a nawet jedna z osób została pozbawiona pracy za swoją proprzyrodniczą postawę (metody wzięte z najczarniejszego okresu PRL-u).
W związku z budową Dworu Oliwskiego, przyrodnicy wskazywali na szkodliwy dla środowiska proceder zwiększania natężenia ruchu drogowego w rejonie wymienionych dolin. Co roku bowiem, w okresie godowym, pod kołami pojazdów giną tam setki płazów, m.in. ropucha szara Bufo bufo i żaba trawna Rana temporaria. W krajach zachodnich doceniono doniosłą rolę płazów w utrzymywaniu równowagi ekologicznej w ekosystemach. Dlatego organizowane są tam masowe akcje zbierania i przenoszenia do zbiorników wodnych godujacych osobników. Tymczasem w rejonie Doliny Radości, co roku ma miejsce prawdziwa rzeź. Swoistym smaczkiem tej sprawy były niewybredne kpiny z zaangażowanych w obronę płazów przyrodników, dokonane na łamach prasy przez osoby sprzyjające budowie Dworu Oliwskiego. Trzeba też mieć świadomość, że spaliny pojazdów są przyczyną wymierania w dolinach najwrażliwszych na skażenia porostów z grupy tzw. krzaczkowatych, np. brodaczek.
Z relacji pewnej osoby, zacytowanej w artykule, ów Dwór Oliwski jest ponoć wizytówką naszego miasta. Pragnę zapewnić owego pana, że jest w błędzie. Obiekt położony gdzieś na obrzeżach aglomeracji, na dodatek z kosmicznymi cenami za gastronomiczne usługi, trudno uznać za wizytówkę Gdańska. Tą wizytówką są obdrapane i pobazgrane domy, pokaleczone drzewa, zredukowane w wysokości krzewy i wydeptane trawniki, usłane stosami psich odchodów.
Cóż, mieszkańcy dostali kolejny prezent pod choinkę A.D. 2003 od gdańskich decydentów - luksusowy dojazd do zbytkownego biznesu w upadłym etycznie mieście.
Marcin S. Wilga
Przewodniczący Komisji Ochrony Krajobrazu i Rozwoju Turystyki
Rady Głównej
Stowarzyszenia Autorów Polskich